Pucybut z Rio
Nosił dziurawe sombrero
I spodnie w strzępach do pięt
Szczotki w skrzyneczkę zabierał
I tak do portu boso szedł
Tam nad butami się biedził
Każdy but aż lśnił gdy wyszedł z jego rąk
I gdzieś ku statkom na redzie
Unosił raz po raz spragniony wzrok
Czasem gdy nie miał klienta
Na udach dłonie swe kładł
I na żaglowych okrętach
Wychodził hen w szeroki świat
Oceany archipelagi przesmyki cieśnin
I znowu cudzy but I znowu lewy but
I znowu prawy but za lichy grosz jak lustro w słońcu się lśni
Oceany kokosowe palmy czar nieznanych pieśni
I znowu cudzy but I znowu lewy but
I znowu prawy but w marzenia godził najboleśniej
Hej pucu pucybut
Hej pucu pucybut
Hej pucu pucybut
Hej pucu pucybut
Oho chcąc pływać trzeba mieć swój własny but
Oceany archipelagi przesmyki cieśnin
I znowu cudzy but I znowu lewy but
I znowu prawy but za lichy grosz jak lustro w słońcu się lśni
Oceany kokosowe palmy czar nieznanych pieśni
I znowu cudzy but I znowu lewy but
I znowu prawy but czy nigdy się nie zmieni jego los
Kto wie kto wie